sobota, 30 lipca 2016

Rozdział 1

Teraz
- Mam Cię dość! - wrzasnęła moja siostra, robiąc się coraz bardziej czerwona na twarzy ze złości. - Nie jesteś moją matką! - krzyknęła. Te słowa spowodowały ogromny ból w moim sercu. Dziewczyna na chwile zaniemówiła, bo chyba dotarło do niej co właśnie powiedziała.
- Nie jestem mamą, ale pamiętaj, że masz tylko mnie. - powiedziałam spokojnie i odeszłam. Nie powinna tego mówić. Staram się jak mogę, żeby miała wszystko. Żeby mi jej nie zabrali. Rzuciłam studia. Dla niej. Gdyby wiedziała jak jest naprawdę, miałaby zupełnie inne podejście do tego wszystkiego. Wchodząc do kuchni słyszałam tylko jak trzaskają drzwi wejściowe. Spojrzałam na zegarek i cicho westchnęłam. 22:40, a jutro przychodzi kurator. Wzięłam kubek z kawą i ruszyłam do salonu, gdzie włączyłam telewizor i wygodnie się rozsiadłam na skórzanej kanapie. Tak, tą kanapę też ja kupiłam, płaski telewizor również..jak i resztę wyposażenia tego domu, który został nam po rodzicach. Spojrzałam raz jeszcze na zegarek, była już 23. Dam jej czas do 24. Serial w telewizji był tak nudny, że usunęłam. Obudziłam się, kiedy Brian odjeżdżał z Demi.
- Stój! - wrzasnęłam ciężko dysząc. Rozejrzałam się po ciemnym pokoju i dotarło do mnie, że to tylko zły sen. Podniosłam się na równe nogi i podeszłam do włącznika światła. Od razu spojrzałam na wieszak przy drzwiach, gdzie powinna być kurtka Demi. Serce ponownie zaczęło mi bić ze zdwojoną siłą.
- Nie panikuj. - szepnęłam do siebie i pobiegłam na górę, do pokoju siostry, który był pusty.
Zaczęłam ciężko dyszeć, a w głowie pojawiały mi się już przeróżne scenariusze.
Zbiegłam na dół, zabrałam telefon z kluczykami od samochodu i wybiegłam z domu. Gdy tylko wsiadłam do auta, natychmiast włączyłam namierzanie telefonu siostry. NIEDOSTĘPNY, wyświetliło się na ekranie. Łzy napłynęły mi do oczu, zaczęłam się cała trząść. Spróbuję namierzyć Vere, jej przyjaciółkę. Bingo, nie jest w domu, więc powinna być z nią Demi. Wyjechałam z podjazdu i z piskiem opon ruszyłam we wskazanym kierunku na GPS'ie. Obym nie spotkała tylko policji. W ciągu 10 minut byłam na boisku. Wysiadłam z samochodu, trzaskając drzwiami. Czułam coraz większą wściekłość na młodszą siostrę. Już stąd słyszałam śmiechy i przekleństwa.
- Policja? - ktoś spytał.
- Demi! - krzyknęłam, idąc w kierunku grupki, siedzącej na trybunach.
- Kto to?
- Demi! - krzyknęłam raz jeszcze. - Wiem, że tu jesteś!
- Nie wracam do domu. - krzyknęła siostra.
Zaśmiałam się pod nosem, stając przy trybunach, które były słabo oświetlone, ale na pewno nie tylko Demi była niepełnoletnia.
- Vera, Ty też wsiadaj do samochodu lepiej. - powiedziałam, wyciągając z kieszeni bluzy paczkę papierosów. - Nie prowokuj mnie Demi, bo Twoi znajomi mogą mieć problemy.
- Dosiądź się do nas. - powiedział jakiś chłopak.
- Cicho! - szepnęła Demi.
- Czekam na was w samochodzie, macie dwie minuty, a później dzwonię na policję, Demi. - dobrze wie, że jeśli to zrobię, mogą mi ją zabrać.
- Nie zrobisz tego. - zaśmiała się.
- Przekonaj się. - odpowiedziałam, odchodząc.
Przy samochodzie spostrzegłam młodego zakapturzonego chłopaka. O tak, robi wrażenie. Szkoda, że auto nie jest moje. Zaciągnęłam się papierosem i od razu wypuściłam dym. Kiedy chłopak usłyszał, że ktoś nadchodzi, od razu się odwrócił, a kiedy na mnie spojrzał, zaśmiał się cicho. Zmarszczyłam brwi, nie wiedząc o co chodzi.
- Wiedziałem, że skądś Cię znam. - wychrypiał. Natychmiast poznałam ten głos. - Money - mruknął, zdejmując kaptur.
Tego się obawiałam. Że spotkam kogoś z klubu.
- Co Ty tu robisz? - moje serce nie wytrzyma dzisiejszego stresu. Co jeśli Demi dowie się, że jestem striptizerką?
- Mieszkam. - wzruszył ramionami, idąc w moim kierunku. - Nie przywitasz się? - spytał, oblizując powoli usta.
- Nie mam czasu. - odpowiedziałam, mijając go.
- Więc mam mówić do Ciebie Bliss?
Stanęłam w miejscu, zaciskając dłonie w pięści.
- Cześć Justin. - powiedziała wesoło Demi.
- Wsiadajcie do auta. - mruknęłam, odblokowując na pilocie, drzwi.
- Zostańcie jeszcze. - Justin spojrzał na mnie, uśmiechając się szeroko. - Twoja..- nie dokończył, tylko spojrzał na Demi.
- Siostra. - dopowiedziała.
- Demi, wsiadaj do samochodu. - warknęłam.
- Siostra..- chłopak pokiwał głową, przygryzając wargę.
- Wsiadajcie do tego pieprzonego samochodu! - wrzasnęłam w końcu. Dziewczyny od razu wykonały moje polecenie. - Trzymaj się ode mnie z daleka. - szepnęłam do chłopaka, po czym wsiadłam do samochodu.
- Ani ważcie się odezwać. - syknęłam do dziewczyn, patrząc na nie w lusterku.
10 minut i byłyśmy pod domem.
- Do jutra Demi. - Vera przytuliła swoją przyjaciółkę i ruszyła do przeciwnego domku.
Weszłam do domu nie oglądając się, czy młodsza siostra podąża za mną. Jestem wściekła! I na nią i na Justina.
- Jutro mamy kuratora. - rzuciłam na odchodne.
- Coco! - krzyknęła Demi, ale szybkim krokiem weszłam do swojego pokoju. Coco mówili na mnie rodzice.
Zdjęłam wszystkie ubrania i rzuciłam się na łóżko, głośno wypuszczając powietrze z płuc.
- 3:20 - szepnęłam do siebie, spoglądając na zegarek. Za niecałe 5 godzin muszę być w pracy, a później jeszcze kurator.
Ledwo zamknęłam oczy, a już musiałam wstać. Poderwałam się z łóżka i po chwili przetarłam zmęczoną twarz dłonią.
- Zabijcie mnie. - westchnęłam wstając z łóżka. Wyciągnęłam z szafy strój do pracy, który położyłam na łóżku i poszłam pod prysznic. Najpierw puściłam zimną wodę, żeby się obudzić, jednak tak się do niej przyzwyczaiłam, że w takiej się wykąpałam. Kiedy się ubrałam i umalowałam była 7:40. Nie zawożę Demi do szkoły, ponieważ przyjeżdża po nią autobus, a ja nie zawsze pracuję w tych godzinach, albo po prostu nie ma mnie w domu o tej porze. Pobiegłam do lodówki, Wyciągnęłam kanapki, które przygotowuję sobie dzień wcześniej i wybiegłam z domu. Wsiadłam do samochodu, a po chwili byłam już w bibliotece.
- Znowu się spóźniłaś - jęknęła pani Mitchell.
- Ciężka noc. - wzruszyłam ramionami i od razu zabrałam się za segregowanie książek. Może i nie jest to praca moich marzeń, ale jest tu spokojnie, przychodzi mało ludzi, więc nie muszę się bać, że ktoś mnie rozpozna, jak wczoraj. Boże i po co o tym pomyślałam. Natychmiast do mojej głowy powróciło wspomnienie. Najpierw club, gdzie tańczyłam dla niego dwa razy i jak bardzo był na mnie napalony, a później zeszła noc. Przełknęłam ślinę i oblizałam usta. Pieprzyć to. Nie mogę o nim myśleć. Muszę tylko postarać się, żeby na niego nie wpadać. Najgorsze jest to, że zna Demi i jak się domyślam, będzie utrudniał mi unikanie go. Spojrzałam na zegarek i okazało się, że za niecałą godzinę przychodzi kurator. Szybko pobiegłam do pani Mitchell i powiedziałam jej jak wygląda sytuacja. Zabrałam torebkę i wybiegłam z biblioteki. Muszę zwolnić Demi z lekcji i posprzątać w domu. Podjechałam pod szkołę i napisałam szybko sms do siostry, gdzie mam iść. Oczywiście nie wypuszcza telefonu z ręki nawet na sekundę, ale ciężko jej odpisać starszej siostrze. Zacisnęłam szczękę i spojrzałam na zegarek na nadgarstku. 30 min, świetnie. Oby się spóźniła.
Od: Demi
Boisko. :)
Przewróciłam oczami i pobiegłam w stronę boiska. Przeszłam przez bramkę i zaczęłam szukać wzrokiem młodszej siostry, Nawet nie zauważyłam, że ktoś do mnie podszedł.
- Więc, nazywasz się Chanell. - zaśmiał się męski głos, przez który przeszedł mnie dreszcz wzdłuż kręgosłupa. Skąd wie..., ale zauważyłam, ze patrzy na tabliczkę z moim imieniem z biblioteki.
- Nie mam czasu. - mruknęłam, wymijając chłopaka.
- Szukasz siostry?
- Nie Twój interes. - syknęłam, idąc w stronę nauczyciela Demi.
- Poszła do szatni.
- Nie jesteś przypadkiem za stary, żeby obserwować siedemnastolatki? - zatrzymałam się i obróciłam na pięcie.
- Twoja siostra nie przypomina mi siedemnastolatki. - uśmiechnął się lubieżnie, oblizując powoli usta.
- Ugh. - jęknęłam obrzydzona.
- Żartowałem! Ona mnie nie interesuje. - zaśmiał się, unosząc ręce. - Czekam na młodszego brata. Chyba coś między nimi jest. - zmrużył oczy.
- Na pewno! Szyba kuloodporna.
- Musisz być taka opryskliwa? - warknął, marszcząc brwi. - Jeszcze nie zdążyłem nic Ci zrobić. - puścił mi oczko.
Przewróciłam oczami i w tym samym momencie przyszła moja siostra.
- Trzymaj się ode mnie i mojej siostry z daleka. - pogroziłam mu palcem. - Powiedziałaś nauczycielowi, że Cię zwalniam? - spojrzałam na dziewczynę.
- Tak. - skinęła głową i uśmiechnęła się do Justina.
- No to ruszaj do auta!
- Cześć Justin. - pożegnała się i ruszyła w stronę parkingu.
- Cześć. - odwzajemnił uśmiech. Nie podoba mi się to. - Do zobaczenia niedługo. - mruknął do mnie i odszedł.
Powoli wypuściłam powietrze z płuc i ruszyłam za siostrą.
- Czemu go nie lubisz? - spytała dziewczyna, spoglądając na mnie spod długich rzęs. Zawsze jej ich zazdrościłam. Ma przepiękne oczy.
- Nie znam go. - wzruszyłam ramionami.
- Ma 24 lat, młodszego brata, jest bardzo przystojny. - uśmiechnęła się szeroko.
- On, czy jego brat? - zmarszczyła brwi, otwierając auto.
- Obydwaj. - zachichotała. - Justin jest wolny, jest też bardzo zabawny.
- Zauważyłam. - mruknęłam do siebie, odpalając silnik.
- Podobasz mu się.
Przewróciłam oczami i się nie odezwałam. Nie mam czasu na chłopaka i też nie chcę nikogo wplątywać w bagno w jakim jesteśmy.
Wysiadłyśmy z samochodu, a pod drzwiami stała już kuratorka. Świetnie.
- Dzień dobry! - krzyknęłam, uśmiechając się sztucznie.
- Dzień dobry - odpowiedziała bez jakichkolwiek uczuć.
Otworzyłam drzwi i zaprosiłam kobietę do środka.
- Napije się pani czegoś?
- Nie dziękuję, mam mało czasu. Zacznijmy może? Jak Ci idzie w szkole Demi? - spojrzała na moją siostrę.
- Dobrze, mam nadzieję, że wyjdę ze wzorowym świadectwem.
- Świetnie, widzę, że jest coraz lepiej. - powiedziała kobieta, notując coś w zeszycie. - A Ty Chanell? Jak w pracy?
- Dalej pracuję w bibliotece, wuj wciąż nas wspomaga finansowo. Mam zamiar znaleźć lepiej płatną pracę.
- Świetnie. - uśmiechnęła się szeroko. - Jak się dogadujecie? - spojrzała na Demi.
- Dobrze, Chanell bardzo mi pomaga w nauce.
- Widzę, że trochę zmieniłyście wystrój.
- Tak, jak już mówiłam, wuj nas trochę wspomógł. - uśmiechnęłam się. Kłamstwo opanowałam do perfekcji.
- Co planujecie na wakacje?
- Chciałabym pracować. - odezwała się Demi. - Żeby pomóc trochę Chanell.
- Nie szkoda Ci wakacji? - zmarszczyła brwi.
- Myślę, że jakiś tydzień uda nam się spędzić razem. - odpowiedziała, przeczesując dłonią proste włosy.
- W porządku, myślę, że tyle mi wystarczy. - powiedziała wstając. - Do zobaczenia za pół roku. - uścisnęła mi dłoń i wyszła.
Odetchnęłam z ulgą i przymknęłam na chwilę oczy, kiedy je otworzyłam spojrzałam na siostrę, która bacznie mnie obserwuje.
- Pracuję w nocy.
- Powiesz mi w końcu gdzie pracujesz?
- Nie, to daleko i nie chcę, żebyś tam przyjechała któregoś razu.
- Nie jestem już dzieckiem. - oburzyła się wstając ze skórzanej kanapy.
- Tak, pokazałaś jaka jesteś dorosła dzisiaj w nocy. - uśmiechnęłam się sztucznie, mrugając oczami, po czym odeszłam. - Idę się przespać.
Zdjęłam z siebie wszystkie rzeczy, aż zostałam w bieliźnie i położyłam się do łóżka, wcześniej nastawiając sobie budzik. Ledwo zamknęłam oczy, a już po chwili musiałam z powrotem je otworzyć. Och. Jest 22. Zwlokłam się z łóżka i znowu poszłam pod prysznic. Ubrałam to co wcześnie i wyszłam z pokoju.
- Demi! - krzyknęłam, szukając w lodówce czegoś do jedzenia.
- Co? - odkrzyknęła niechętnie.
- Zejdź na dół! - przewróciłam oczami. Mam się do niej cały czas drzeć?
- Nie możesz napisać sms?
- Chyba sobie żartujesz! - zaśmiałam się. - Masz problem z ruszeniem tyłka?
- Boże, powiedz o co chodzi. - przewróciła oczami. Czy ja też taka byłam?
- Wychodzę, lepiej, żebym zastała Cię w domu jak wrócę. - pogroziłam dziewczynie palcem, biorąc z lodówki resztki z obiadu.
- Tylko tyle? - sapnęła, rozkładając ręce.
- Tak! Tylko tyle. - krzyknęłam i zabrałam się za jedzenie.
O 23 byłam już w klubie. Ze wszystkimi się przywitałam i ruszyłam do szatni, gdzie mogłam się przebrać. Nałożyłam na siebie szlafroczek i poszłam do swojego pokoju. Jestem prywatną tancerką, przez co więcej mi płacą. Znaczy..tak jakby płacą, ale o tym innym razem. Jestem tu od 3 godzin, a miałam już pięciu klientów. Całkiem sporo, patrząc na to, że nie jestem tania. Poszłam do łazienki, żeby poprawić makijaż i w tym czasie usłyszałam, jak drzwi się otwierają. Nawet nie ma czasu na siku.

2 komentarze: